środa, 29 kwietnia 2015

Koncerty warte opisu: Imany w Poznaniu


Bardzo lubię poznańskie koncerty w Sali Ziemi i auli UAM z prostej przyczyny, artyści występują tam blisko publiczności, na wyciągnięcie ręki. Możliwy jest wręcz kontakt wzrokowy i jeśli artysta ze sceny coś mówi do widzów, mam uczucie, że przemawia właśnie do mnie :) Czy w jakiejkolwiek arenie lub na stadionie, gdzie na koncert przychodzi kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy osób, atmosfera może być równie kameralna? Oczywiście, że nie. 
Imany w sali Uniwersytetu Adama Mickiewicza
Przy wejściu do Auli Uniwersyteckiej powitał mnie skromny plakat piosenkarki, a na "bramce" zwyczajne sprawdzenie biletów bez obmacywania mojej torebki i kieszeni - to lubię. Zasiadłam w wygodnym krześle i spodziewałam się spóźnienia artystki, ale tu miłe rozczarowanie, bowiem Imany z szacunku do fanów wyszła tylko kilka minut później. Na początku zażartowała, że sala przypomina jej kościół, a ona sama czuje się jak minister. Zaśpiewała przepięknie wszystkie znane i mniej znane utwory, opowiedziała o nowej płycie i krótko przedstawiła wzruszającą historię Afryki na przykładzie swojej babci, która straciła większość dzieci.
Przyznam, że nigdy dotąd nie słyszałam, by kobieta miała tak niski głos, a na żywo to odczucie było jeszcze spotęgowane niskotonowymi głośnikami. Imany w trakcie koncertu zeszła ze sceny i śpiewała wśród widzów chcąc nas trochę rozruszać, co w Poznaniu zwykle idzie dość opornie - jesteśmy grzeczną widownią. Pod koniec koncertu jednak wyraźnie poprosiła nas o podejście pod samą scenę, więc mieliśmy ją na wyciągnięcie dłoni.
Nigdy nie byłam jej wielką fanką, ale klasa jaką pokazała na tym koncercie sprawiła, że patrzę na Imany zupełnie inaczej. Nie obruszała się nawet na denerwujące lampy błyskowe, była tego wieczoru królową sceny o wyglądzie Kopciuszka. No i jeszcze na koniec dodam, że pokazała nam swoją grzywkę, co nieczęsto widać na jej teledyskach.

Miejscówka: Poznań
Płaszcz: Desigual